
Ciało muzyka zostało znalezione wczoraj w pokoju hotelowym w Portland. Miał 61 lat.
O zdarzeniu policję poinformowała obsługa hotelowa. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, perkusista zmarł naturalną śmiercią.
Jeszcze przed tygodniem Mitch Mitchell grał koncert w Portland, wypełniony największymi przebojami herosa gitary. Na scenie towarzyszyli perkusiście Billy Cox i Buddy Guy, członkowie Band Of Gypsys.
Mitchell był ostatnim żyjącym muzykiem zespołu The Jimi Hendrix Experience. Choć grupa działała, z krótką przerwą, zaledwie pięć lat, na stałe zapisała się w annałach muzyki rockowej. Wszystkie płyty zespołu to dziś klasyka, a takie przeboje jak Hey Joe, Purple Haze, Little Wing czy Voodoo Child stanowią elementarz każdego gitarzysty. To wreszcie działalność Experience przyniosła Hendrixowi światową popularność.
Po tragicznej śmierci gitarzysty w 1970 roku, Mitchell zabrał się za kompletowanie pozostałych po Hendrixie nagrań. Efektem tego były pośmiertne płyty gitarzysty, Cry Of Love i Rainbow Bridge. Potem przez lata perkusista dalej nagrywał i występował.
Ostatnio zaangażował się w projekt Experience Hendrix Tour, w którym muzycy związani ze słynnym gitarzystą wykonują największe przeboje jego - i zespołu Experience. To właśnie w ramach tego projektu Mitchell zagrał swój ostatni, wspomniany wcześniej, koncert.